...napisane czasem nie na temat.
Kategorie: Wszystkie | na bieżąco... | szkice ołówkiem | terefere
RSS
poniedziałek, 21 maja 2012
płyta główna


   ...padła w moim blaszaku, ale już go spece reanimują i lada dzień będę mógł znów zabawiac się grzebaniem w necie za pomocą mego kompa ;))


poniedziałek, 14 maja 2012
komp mi pada...



   ...coś mu odbiło i się burzy. trzeba będzie wypiąć go z pajęczyny kabli i kabelków i zanieść do komputerowego lekarza. gorzej jak z dzieckiem.
    planowałem dziś rano pojechać sobie do roboty rowerem, ale jak zobaczyłem na termometrze 1,8*C to odechciało mi się takich fanaberii.
   po wczorajszej wizycie na ogrodniczej gali czy jakoś tam, "pamiętajcie o ogrodach" będę musiał podziałać trochę na łonie natury. róż przybyło. a hortensje już wczoraj umiejscowiłem i nową żabą zastąpiłem weterankę plującą w fontanniane odmęty...


niedziela, 06 maja 2012
pieskie życie


   człowiek się do pracy szykuje a tu w domu panika. żaba lata i wrzeszczy bo nigdzie nie może znaleźć kagańca. a skąd ja mogę wiedzieć gdzie on jest? i co się w ogóle dzieje? ano dzwonili z lecznicy, z "naszej" zaprzyjaźnionej lecznicy, że potrzebna jest krew dla ratowania życia jakiegoś biednego pieska, i że sprawa pilna, czas się liczy wyjątkowo, no i oczywiście żaba od razu poleciała tam z naszym amstafem.
   a ja ruszam do roboty...


sobota, 05 maja 2012
wkurw mnie ogarnął.


próbowałem obejrzeć operację dunaj. jeden blok reklamowy wytrzymałem, przy drugim rzucałem chujami, ale jak zaczęli gnębić tym paskudztwem po raz trzeci to wyłączyłem telewizor i poszedłem w pi... niech se sami oglądają te debilne reklamy dla bezmózgów.   (poziom wulgaryzmów wprost proporcjonalny do mego stopnia zbulwersowania).


wtorek, 01 maja 2012
...z życia wzięte


   Do autobusu wsiada dama "szczególnej" urody w wieku już dawno dojrzałym, można by rzec, że nawet już przejrzałym. Jej kichawa i woń jaką roztacza świadczy, że to wyrafinowana smakoszka trunków typu "czar pegeeru" i wszelakich pochodnych.
   Jakby dokładnie wiedziała, że może mnie tym zajeżyć siada tuż za mną. Mimo dzielącej nas ścianki niemal momentalnie czuję bijący od niej mix zapachów, coś a'la mocno zjełczały tłuszcz z nutą butwiejących szmat, jakieś śmietnikowe aromaty z dominującym zapachem gnijącej cebuli i wręcz obezwładniającego fetoru silnie stężonego siarkowodoru.
   Z naderwanej kieszeni jesionki z kolekcji "Moda Polska jesień-zima '78" pozbawionej jednego, centralnego guzika wyciąga telefon... a jak komóra! no proszę! w dupach się poprzewracało! a co, szpan musi być! Kopara z wrażenia mi opadła zawisając tuż nad kolanami...
   Dzwoni wrzeszcząc tak jakby chciała się porozumieć bez pomocy tego telefonu.
   "Tachu! Kurwa święto jutro!... co?... nie wiem jakie... święto, no!... czekaj, kurwa, wino już kupiłam!... Tachu! nie pierdol! dzie jesteś, co?... no do chleba trzeba co!... To idź na Tkacką!... Nie tam szprotki!... weź makrela, święto, kurwa chyba, nie?... nie pierdol, nie mogę kiełbasy, weź makrela, tylko dużego..."

  
i refleksji kilka:

- święta po to są, by święcić.
- nie każdemu służy kiełbasa. zwłaszcza jak jest święto.
- jest makrel, jest impreza, i od razu człowiek wie, że żyje.

 
piątek, 20 kwietnia 2012
chwila relaksu...


    ...wybywam myślami z realiów, nic mi tam, że zarabiam grosze, że o podwyżkach nikt nic nie mówi, że w usia było lepiej, że po kupce papiera stamtąd przywiezionej pozostało już tylko wspomnienie, etc. etc. to tak a propos niepewności dnia naszego powszedniego. załapałem się jednak na wycieczkę po italii, za niemal bezcen, bo za 10% wartości (to takie jakieś tam socjalne pierdoły, 3, 6 lub 10% płacimy w zależności od średniej przypadającej na ryj, ja zaliczam się niestety do ostatniej kategorii)
   wyjazd 2 czerwca. na 8 dni. wenecja, florencja, rzym, watykan, neapol, pompeje, wezuwiusz...
   sikać na kierownika, który oczywiście musiał pokazać jakim jest panem i władcą z łaską udzielając urlopu, jadę i już.


środa, 18 kwietnia 2012
ile można spać?


pół dnia wczoraj przespałem. dzisiaj wróciłem z pracy, parę minut przed dziesiątą (oczywiście rano) bo dzisiaj miałem krótką, raptem niecałe pięć godzin i od razu uwaliłem się do wyra.
właśnie z niego powoli złażę i może zainteresuję się wiosną?


sobota, 14 kwietnia 2012
każdy czasem ma gorszy dzień...


   źle się czuję.


czwartek, 12 kwietnia 2012
poświąteczny rzut okiem za siebie.


piątek

   ...już myślałem, że zaraz będzie koniec, że jeszcze tylko jeden kurs i mam święta a tu nagle okazało się, że na ostatnim siedzeniu mam zwłoki. po plamach opadowych pani z pogotowia stwierdziła, że to wcale nie takie świeże zwłoki. dziadek nie dał rady, i to cholera wie kiedy, może się tak woził ze mną z pół dnia? a ja przez niego wróciłem cztery godziny później niż powinienem...


sobota

  
...generalne porządki w domu, bo akurat wolne miałem. żabie w kuchni raczej nie przeszkadzam, bo albo ona coś tam w garach rzeźbi albo ja, kolektywnie się nie da. spokojnie, racząc się mocno schłodzonym dąbkiem myłem sobie podłogi, doprowadzałem do stanu wskazującego, że ktoś o nie dba wcześniej już umyte przeze mnie okna (uciapane znów przez koty) i ogólny ład zaprowadzałem we wszelakich pomieszczeniach znajdujących się na dole. późnym popołudniem młodsza latorośl zaszczyciła nas zjeżdżając na święta, raptem na dwa dni aż zza bremen, ze stadniny na której szuka szczęścia i samorealizacji, bo w rodzinnym kraju się nie da.


niedziela

   ...siostra żaby z mężem zawitała, a raczej trzeba było ją przywieść bo sama nie daje już rady się przemieszczać. zaopiekowaliśmy się nimi już parę lat temu bo jakoś rzeczywistość rozminęła się z nimi. siostra żaby po samobójczej śmierci syna zaczęła nadużywać i obecnie bez używania rady nie daje. z tego to powodu, już przed laty praca z niej zrezygnowała. jej mąż, nota bene równy gość jeśli chodzi o towarzyskie realia, kiedyś wybitny fachowiec w dużej państwowej firmie, teraz bezrobotny, dorabiający dorywczo jakimiś przypadkowymi fuchami. bo firmę szlag trafił. gdyby nie my, pewnie przez święta raczyliby się czymś byle jakim, patrząc na smętnie świecące się w lodówce światło. w obiadowej porze dołączyła druga żaby siostra z władeczkiem i impreza ruszyła pełną parą, choć i wcześniej źle nie było. niestety po kilku godzinach musiałem zaprzestać spożywania tego co w święta i nie tylko cieszy najbardziej bo w poniedziałek przecież do pracy.


poniedziałek

   ...po południu w pracy. za te marne grosze, no ale co zrobić jak tatuś milionów raczył mi nie zostawić? w stanach na samym początku, będąc tam nikim, robiąc najgorszą i najgorzej płatną robotę dostawałem jako ten gorszy, nielegalny sort tyle samo, tylko że dolarów a potem ...ech. gadać szkoda. a wracając do tej poniedziałkowej pracy, to była wręcz błoga cisza i anielski spokój. chociaż to. prawie zero ludzi, żadnych zwłok, żadnych problemów... oby tak zawsze.

   
hi... ale napłodziłem.. bo tak jakoś zebrało mi się na poświąteczne remanenty.


wtorek, 10 kwietnia 2012
...i po świętach.


   ...miałem coś napisać, kilka jakichś mętnych spostrzeżeń, sięgając pamięcią aż do piątku, ponoć wielkiego ale jakoś nie daję rady, może jutro coś skrobnę, albo w pracy zdobędę się na jakiś szkic i potem go tu przetransplantuję?
   ...ano zobaczymy.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9